04. Zasiew

Królestwo Boga rozwija się nieustannie

(Mk 4,26-29) 29 I mówił: Królestwo Boga jest podobne do człowieka, który rzucił ziarno w ziemię. 27 Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, ziarno kiełkuje i rośnie, on zaś nie wie jak. 28 Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. 29 Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz bierze się sierp, bo nadeszły już żniwa.

Jest to trzecia przypowieść nawiązująca do ziaren i roli. Pierwsza jest o siewcy, który rozrzucał ziarna trafiające na cztery rodzaje gleby, a druga – o rolniku opiekującym się pszenicą zagrożoną chwastem.

Przypowieść o zasiewie występuje tylko w Ew. wg Marka i są w niej elementy wspólne z przypowieścią o chwaście. Nie tyko są podobne wyrażenia, ale też i wydarzenia.

W obu przypowieściach ktoś zasiał ziarno, które wegetuje w czasie, kiedy ludzie śpią, a plony zbiera się w czasie żniwa.

Przypowieść o chwaście podkreśla, że w obecnym okresie Królestwo Boże obejmuje ludzi dobrych i złych, i ten problem zostanie rozwiązany dopiero w czasie żniwa, w dniu ostatecznym.

W tej przypowieści nie ma mowy o zagrożeniu chwastami i dlatego żniwo tutaj sprowadza się wyłącznie do zbioru kłosów pełnych ziaren. Chodzi w niej o samoistną moc sprawczą Królestwa Bożego, dzięki czemu rozwija się ono powoli, systematycznie i skutecznie, aż osiągnie pełnię u końca czasów. Podobna myśl występuje w przypowieściach o gorczycy i zakwasie.

Królestwo Boże – to panowanie Boga. Objawi się ono w pełni w dniu, w którym wola Stwórcy będzie przez człowieka wykonywana doskonale. Taki jest zamiar i cel Boga w odniesieniu do całego wszechświata. Przypowieść ta, choć krótka, zawiera związane z tym trzy ważne prawdy dla nas teraz, w doczesności.

1. Przypowieść zwraca uwagę na bezradność człowieka. Rolnik nie jest w stanie pomóc ziarnom w wegetacji. Trudno pojąć do końca jak one dają życie, bo tajemnica wegetacji ukryta jest w ziarnach. Na przykład, ziarna pszenicy są twarde, suche, jakby martwe. Mogą długo pozostawać w stanie spoczynku i w suchych warunkach przetrwają wieki. W stanie życia utajonego pozostają tak długo, aż nastaną warunki umożliwiające kiełkowanie. Wewnątrz ziarenka musi dojść do uruchomienia pewnych procesów umożliwiających aktywację zarodka. Aby do tego doszło, to na zewnątrz potrzebne są przede wszystkim odpowiednio wysoka wilgotność i temperatura.

Ziarenko zanim wykiełkuje pobiera wodę z otoczenia. Potem przez łupinę zaczyna wydostawać się korzeń, a następnie na powierzchnię ziemi wydostaje się pęd, który wypuszcza liście. Liść będzie gotowy do działania wtedy, gdy w ziarenku uaktywnią się takie związki chemiczne, które umożliwią proces fotosyntezy, czyli przechwytywania światła i przekazywania jego energii do zarodka. Do tego czasu młoda roślina musi żyć kosztem energii zmagazynowanej w nasieniu.

Warto tutaj przybliżyć pojęcie fotosyntezy, fos i syntesis, światło i łączenie. Chodzi o biochemiczny proces wytwarzania związków organicznych z materii nieorganicznej przy udziale światła. Jest to jedna z najważniejszych przemian biochemicznych na Ziemi.

Widzimy więc, że to, co dzieje się wewnątrz ziarenka, co nazywamy kiełkowaniem, doprowadza do aktywacji zarodka, do przemiany nasienia w tzw. siewkę. Wtedy już na zewnątrz rozpoczyna się kolejny etap rozwoju – wegetacja.

Jest to nadzwyczajne. Nikt nie może wykonać tej pracy wewnątrz ziarenka, te procesy muszą zajść same. Konieczne są tylko odpowiednie warunki zewnętrzne: wilgotność, temperatura i światło.

Królestwa Bożego też nie wytworzymy sami, bo jest to Królestwo Niebios, Królestwo Boga. Sami możemy je natomiast powstrzymywać i psuć, na przykład wtedy, gdy nie pojawi się wilgoć łez pokuty, gdy zamkniemy serca i nie wpuścimy promieni światła Bożego Słowa, gdy nie pozwolimy Duchowi Świętemu rozgrzać naszych serc.

2. Przypowieść objaśnia ważne prawdy dotyczące rozwoju Królestwa. Jezus mówiąc o Królestwie, często nawiązywał do tego, co widoczne jest w przyrodzie. Tutaj chodzi o takie pojęcie, jak siewka. Jest to etap w rozwoju rośliny po kiełkowaniu nasiona, czyli po pojawieniu się kiełka, korzonka zarodkowego. Siewka rośnie dzięki substancjom pokarmowym znajdującym się w nasieniu. Z czasem zaczynają pojawiać się korzenie boczne, które osadzają roślinę w glebie, a z pączka wyrasta pęd, który przebija się na powierzchnię ziemi. Pojawiają się listki i siewka zaczyna sama się odżywiać. Wzrost rośliny zależny już jest od warunków zewnętrznych.

■ Wzrost roślin jest niedostrzegalny. Obserwując codziennie roślinę nie zauważamy w niej zmian. Dopiero po pewnym czasie widać różnicę. Podobnie jest z Królestwem. W okresie tygodnia nie widać tego, jak poszerza swe wpływy w ludzkich sercach. Postęp widać dopiero po latach.

Ta przypowieść poucza, że należy liczyć się z perspektywą długą. Nie należy niecierpliwić się, gdy jeszcze nic nie widać, narzekać, że tyle zrobiliśmy, a tu nic. Trzeba wierzyć, że od dnia przyjścia Jezusa na ziemię i pojawienia się Jego Dobrej Nowiny, Bóg dyskretnie i ustawicznie realizuje swe plany z pokolenia na pokolenie. Oto jeden zachęcający przykład.

Elizabeth Fry (1780-1845), ewangelicznie wierząca angielska działaczka społeczna, pewnego dnia w 1817 roku odwiedziła kobiece więzienie Newgate. Zobaczyła tam, w jak strasznych warunkach w dwóch niewielkich salach stłoczono trzysta kobiet i mnóstwo dzieci. Wszyscy spali na podłodze, tam też gotowały i jadły. Cała obsługa – to jeden stary mężczyzna i jego syn. Podczas odwiedzin więźniarki oblegały odwiedzających i prosiły o pieniądze, które wydawały potem na alkohol w więziennym sklepiku. Elizabeth napotkała tam dziewięcioletniego chłopca, który został skazany na śmierć przez powieszenie za to, że z głodu ukradł komuś farby wartości dwóch pensów.

Wizyta ta sprawiła, że zaczęła stopniowo oddziaływać na swoich znajomych, wpływać na władze, organizować akcje humanitarne i edukacyjne. Żmudną pracą przyczyniła się do poprawy warunków w tym zakładzie karnym. Wprowadzono nadzór kobiecy, uruchomiono warsztaty pracy dla osadzonych, zorganizowano opiekę nad dziećmi więźniarek. Udało się jej powołać Kobiecy Komitet Pomocy Więźniarkom Newgate. Jej działania doprowadziły do powstania schroniska dla bezdomnych w Londynie i towarzystwa dobroczynnego w Brighton, a nawet do poprawy warunków w kolonii karnej w Australii. W 1840 roku dzięki jej staraniom powstał Londyński Instytut Pielęgniarek. Znalazło się w nim dwadzieścia pielęgniarek, dla których zorganizowała szkolenie w instytucjach medycznych, zapewniła im roczne uposażenie i opiekę na starość. W 1851 roku uczyła się tam m.in. Florence Nightingale (1820-1910), późniejsza słynna twórczyni współczesnego pielęgniarstwa.

To tacy ludzie są ziarenkami wsianymi w glebę społeczeństwa, które sprawiają, że Królestwo Boże zbliża się do grzeszników. Pracują cicho, systematycznie, wrażliwie, a skutki tych działań są niedostrzegalne z dnia na dzień, ale z czasem owoc ich życia staje się doniosły.

■ Wzrost w przyrodzie jest stały. Roślina rośnie i w nocy, i za dnia; i wtedy, kiedy śpimy, i wtedy, kiedy nad nią czuwamy. Przypowieść ta chce powiedzieć, że Bóg nie działa zrywami. To nasze wysiłki są spazmatyczne i nasza dobroć bywa impulsywna. Na tym właśnie polegają nasze ograniczenia. Jednego dnia robimy krok do przodu, a następnego dnia dwa do tyłu (dobrze, jeśli nie w bok). Natomiast Bóg swe dzieło realizuje nieustannie, spokojnie, krok za krokiem do przodu.

■ Wzrost w przyrodzie jest nieunikniony. Nic nie kryje w sobie tak wielkiej mocy sprawczej, jak ziarna, nasiona. Rozrastające się drzewo może rozsadzić betonowy chodnik czy wybrukowany parking. Roślinka może przepchnąć swoją zieloną główkę poprzez asfaltową nawierzchnię ścieżki. Wzrostu roślin nic nie może powstrzymać.

Podobnie jest z Królestwem. Pomimo postawy nieposłuszeństwa i bierności człowieka, dzieło Boga posuwa się naprzód. Jego planów nic nie potrafi zatrzymać i w końcu zostaną one zrealizowane. A to dlatego, że moc sprawcza jest w ziarnach Bożego Słowa.

3. Przypowieść mówi o nieuniknionym tryumfie. Zapewnia o nadejściu czasów zbiorów, kiedy to pojawią się owoce długotrwałej, cierpliwej pracy. Myśl o zbliżaniu się tego zakończenia nakłada na nas dzisiaj trzy powinności.

■ Powinniśmy być cierpliwi. Żyjemy bardzo krótko, najwyżej kilkadziesiąt lat i dlatego myślimy kategoriami chwili. Natomiast Bóg nie jest ograniczony przemijaniem i realizując swoje zamysły dysponuje całą wiecznością. „Albowiem tysiąc lat w oczach twoich jest jak dzień wczorajszy, który przeminął, i jak straż nocna” (Ps 90,4).

Zamiast pośpiechu powinniśmy w sobie pielęgnować cierpliwość, a właściwie długocierpliwość – jak można tym staropolskim wyrazem oddać greckie makrotimia. Jest to cierpliwość bezgraniczna [łac. longanimitas] – wyraz ten występuje w Biblii Gdańskiej. Tylko wtedy będziemy umieli czekać na Boga.

■ Powinniśmy mieć nadzieję. Widoczna jest atmosfera zniechęcenia. Ludzie załamują ręce nad stanem Kościoła Jezusa, rozpaczają z powodu sytuacji na świecie, z niepokojem patrzą w przyszłość. Wielu traci wiarę i chęć życia widząc świat pogrążający się w zamęcie.

Nie wolno tracić ducha. Dzięki poznawaniu Boga i Jego strategii działania, nawet w najtrudniejszej chwili zmagań będziemy wiedzieli jak postąpić, ponieważ Stwórca musi mieć ostatnie Słowo. Już w zamierzchłych czasach udręczony Hiob wykrzyknął: „Lecz ja wiem, że Odkupiciel mój żyje i że jako ostatni nad prochem stanie!” (19,25). A cóż ma powiedzieć człowiek, który zna Jezusa, bo mieszka w nim Duch Święty.

■ Powinniśmy być gotowi. Przewidziane jest zwieńczenie Bożych planów, zapowiedziany jest dzień tryumfu miłości Boga i Jego długiej cierpliwości, dlatego dzisiaj możemy spokojnie liczyć na Niego, wytrwale działać z miłością w Jego winnicy i dbać o własny stan gotowości.

Dzięki mocy zakorzenionego w nas życiodajnego Słowa i działającego skutecznie w nas Ducha Świętego, możemy być odziani w niezniszczalną cierpliwość i w odporną na rozpacz nadzieję. Stan własnej gotowości nieustannie widzimy w perspektywie wieczności, nie doczesności, dlatego dzięki łasce Bożej jesteśmy przygotowani na nadejście owego Dnia, który przyniesie zwieńczenie dzieła wszechmocnego Boga.

I co powiemy na to wszystko dzisiaj?

Niezależnie od naszej kondycji – czy śpimy, czy czuwamy, jak mówi nasz Pan w tej przypowieści – pola ludzkich serc są obsiewane, odbywa się w nich niewidzialny proces tworzenia nowego życia. Nawracają się starsi i młodsi. W każdym z nich tak samo wzniecają życie ziarna Bożego Słowa. Królestwo Boga rozwija się powoli, systematycznie i skutecznie. Kłosy dojrzewają – i na końcu wieków w miliardach zbawionych ludzi objawi się cały majestat i moc niezniszczalnego Królestwa Boga.