Jedność i małżeństwo

Dotychczas przyglądaliśmy się takim aspektom małżeństwa jak wzajemne zaufanie i wierność. Zastanawialiśmy się też nad znaczeniem wytrwałości i pokory. Teraz chcemy zwrócić uwagę na sprawę fundamentalną – jedność, a potem zająć się kolejno: konfliktem, przebaczeniem i porozumieniem.

Jedność jako zasada

Już na samym początku Biblii, w opowieści o stworzeniu człowieka, pojawia się pojęcie jedności jako istotnego czynnika konkretnego bytu. Opis stworzenia Ewy kończy się zdaniem: „Dlatego mężczyzna opuści swego ojca i matkę i połączy się ze swą żoną i będą jednym ciałem” (Rodzaju 2,24 BE).

Wyrażenie „dlatego” nawiązuje do faktu, że wcześniej Ewa została wzięta z Adama, Bóg ją ukształtował z jego „żebra”. Tak więc opuszczając rodziców, zakładając własną rodzinę, mężczyzna wraz z poślubioną sobie kobietą tworzą „jedno ciało”. Wyrażenie to obrazuje duchową i fizyczną jedność małżonków. To też podkreśla okrzyk Adama: „Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. Będzie się nazywała mężatką, gdyż z męża została wzięta” (Rodzaju 2,23 BW).

Obraz ukształtowania kobiety z żebra mężczyzny ma tłumaczyć naturalne w małżonkach pragnienie stawania się „jednym ciałem”, tworzenia całości przy jednoczesnym pozostawaniu dwojgiem różnych pod wieloma względami osób. To właściwe mężczyźnie i kobiecie realizowanie naturalnego pragnienia jest jakby nieustanną grą „na cztery ręce”. Przy tym każde małżeństwo z osobna to zupełnie unikalny byt. Doświadcza małżeńskiej jedności na swój własny niepowtarzalny sposób i z mniejszym lub większym powodzeniem.

To dlatego Chrystus Pan, wypowiadając się w sprawie rozwodów, powiedział: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku uczynił ich jako mężczyznę i kobietę! Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i połączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. Tak więc już nie są dwoje, lecz stanowią jedno. Co zatem Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” (Mateusz 19,4-6 BE).

Widać w tych słowach wyraźnie ustanowioną przez Stwórcę i daną ludziom, zasadę jedności, która stanowi fundament małżeństwa. Nie jest ono zwykłą umową między dwojgiem „kontrahentów”, którą można rozwiązać, gdy „strony” nie czują się dość usatysfakcjonowane. Małżeństwo ma tak istotne znaczenie dla całości naszego fizycznego, psychicznego, społecznego i duchowego wymiaru życia (a także życia ewentualnych potomków), że rozważny wybór współmałżonka, a następnie podejmowanie wszelkich możliwych starań na rzecz dobra swego związku jest naszym tak ważnym obowiązkiem, że nie sposób przecenić jego znaczenia.

Jedność jako tajemnica

Wszyscy rodzimy się z ojca i matki (biologicznie – z plemnika i komórki jajowej), ale nie wszyscy mają szczęście rosnąć i rozwijać się w dobrze funkcjonującej rodzinie. Z różnych badań i życiowych obserwacji wiemy, jak niekorzystny wpływ na rozwój dziecka mają różnego rodzaju zakłócenia w jego rodzinnej „otoczce”. Jest on różny w zależności od okresu rozwoju dziecka oraz typu zakłócenia i wywiera wpływ na całe dalsze życie człowieka. Bo rodzina i małżeństwo to podstawa jego egzystencji. Bóg ustanowił taki model ludzkiego życia zaraz po akcie stworzenia. Ciekawe jest także to, że o ile o mężczyźnie czytamy, iż został utworzony z gleby, to kobieta została wzięta i następnie ukształtowana z części mężczyzny. Można dopatrzyć się w tym opisie podkreślenia jakiejś jej szczególności.

Apostoł Paweł, pisząc o związku Chrystusa z Kościołem, porównał go do małżeństwa, przy czym stwierdził, że stanowi to wielką tajemnicę (Efezjan 5,30-32). Tajemnicę – w znaczeniu poszukiwania ukrytego sensu, podejmowania trudu w jej zgłębieniu.

Podobnie jak Ewa, która wcześniej była ukryta w Adamie, tak i Eklezja ukryta jest w Chrystusie. W tym samym liście apostoł Paweł stwierdza: „W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata” (Efezjan 1,4 BE); „Gdyż jesteśmy członkami jego ciała, z ciała jego i z kości jego” (Efezjan 5,30 UBG).

Tak jak Ewę Stwórca przyprowadził do Adama, tak Eklezję, Ciało Jezusa Chrystusa, Duch Święty ujawnił światu w dzień Pięćdziesiątnicy. Na polecenie Jezusa, w Sali na Górze zgromadziło się około sto dwadzieścia osób obojga płci. Razem trwali w modlitwie przez dziesięć dni. Zaowocowało to bezprecedensowym wydarzeniem: zstąpił Duch Święty i napełnił wszystkie znajdujące się tam osoby. Czytamy, że tworzyli jeden akord, byli jednej myśli (Dzieje 1,14).

Najwyraźniej właśnie wtedy zaczęła się wypełniać modlitwa Pana Jezusa o jedność swoich uczniów: „Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” (Jan 17,11.21-23 BE).

W Księdze Dziejów Apostolskich czytamy o codziennych modlitwach chrześcijan w portyku Salomona – jednym z zewnętrznych dziedzińców świątyni – przy czym zauważalna była (także dla postronnych) ich jedność, jednomyślność. Łączyła ich ona w bardzo naturalny sposób.

Ten nowy rodzaj pobożności owocował też pojawianiem się wielu znaków i cudów dokonywanych przez apostołów, co budziło powszechny szacunek i podziw ogółu, ale też wrogość niektórych ludzi (Dzieje 5,12-16).

Z opisu tych wydarzeń można wysnuć wniosek, że owa jedność pierwszych chrześcijan stanowiła istotny czynnik dynamicznej ewangelizacji. Ale zaowocowała również właściwymi postawami wiernych wobec kontrowersyjnych zdarzeń. Była takim np. zaskakująca śmierć małżonków: Ananiasza i Safiry, która nastąpiła w wyniku rozmowy duszpasterskiej z ap. Piotrem (Dzieje 5). A także – nadspodziewana solidarność wiernych, co do konieczności utrzymania właściwych priorytetów w organizacji pracy jerozolimskiego zboru (Dzieje 6).

Apostoł Paweł, były prześladowca Kościoła, doświadczał tej – niespotykanej gdzie indziej – jedności w odwiedzanych przez siebie zborach. Dlatego pewny był tego absolutnie, że chrześcijańska jedność ma swe źródło w Bogu (Rzymian 15,5-6). Stał się chrześcijaninem, bo sam osobiście doświadczył mocy Chrystusa i stał się Jego naśladowcą. Działanie Ducha Świętego sprawiło, że porzucił własny sposób życia i zawierzył siebie Chrystusowi. Następnie Duch Święty przeprowadził go przez dogłębny proces przemiany sposobu myślenia. Dzięki temu doświadczył pokoju z Bogiem, z innymi ludźmi i z samym sobą. Znikło wewnętrzne skłócenie, zastąpił je Boży ład. Pozwoliło mu to doskonale rozumieć, że tylko taki stan umożliwia dochodzenie do jedności z innymi ludźmi.

Jedność jako wyzwanie

Jednocześnie apostoł Paweł na tyle znał ludzi i życie, by dobrze wiedzieć, że mimo nadzwyczajnych możliwości danych nam przez fakt duchowego odrodzenia, jednomyślności z innymi odrodzonymi ludźmi nie osiąga się automatycznie. Jest to całkiem niełatwe zadanie. Musiał, na przykład, upomnieć dwie działaczki kościelne, Ewodię i Syntychę, aby były jednomyślne w Panu (Filipian 4,2). Chrześcijan w Koryncie zaś, zmuszony był napomnieć, by ze sobą nie walczyli, ale dążyli do doskonałości, pokrzepiali się wzajemnie na duchu, byli jednej myśli, zachowywali pokój (2 Koryntian 13,11).

Niektóre synonimy wyrazu „jedność” mówią o bliskości, identyczności, jednolitości, zgodności, o zestrojeniu i solidarności, o nierozerwalności i jednomyślności. Z przesłania Nowego Testamentu wynika, że źródłem chrześcijańskiej jedności jest sam Bóg. Jest to stan darowany, zależny od jedności z Głową Kościoła, od nieprzerwanej łączności z Dawcą Życia. Członkowie Ciała Chrystusa są jedynie udziałowcami Jego życia – nie pochodzi ono z nich i choć w nim uczestniczą, nie są jego właścicielami.

Musimy stale mieć na uwadze, że jedność chrześcijan zależna jest od tego, na ile zanurzeni jesteśmy w Chrystusie. Osobowość Ciała Jezusa, Eklezji, stanowi sam Jezus. Nie tworzy jej wypadkowa naszych osobowości. Bądźmy tego świadomi! Każdy z nas jest inny i inne ma posługiwanie, ale używając każdego z nas z osobna, Jezus tworzy swoje jednorodne Ciało. Staje się to możliwe jedynie wtedy, gdy konsekwentnie mieszkamy w Jezusie i gdy Jego prawda codziennie działa w nas i przez nas w miłości.

Sprawia to Bóg, który w akcie stworzenia tchnął w człowieka cząstkę samego siebie i powtórzył to w dzień Pięćdziesiątnicy, tworząc lud Nowego Przymierza. Jego Duch przypomina nam wszystko, co należy pamiętać i udziela objaśnień zawartości Pisma (Jan 14,26). Jego Duch, który bada wszystko, także głębie Boga, odsłania naszemu duchowi to, czego oko nie ujrzało ani ucho nie usłyszało, ani co nie wstąpiło do serca człowieka (1 Koryntian 2,11).

Dlatego możemy śmiało powiedzieć o sobie, że jesteśmy myśli Chrystusowej (1 Koryntian 2,16).

Możemy wyznawać codziennie, że jesteśmy dziećmi Bożymi, a w pełni ujawni to się w Dniu, gdy zobaczymy Pana bezpośrednio.

Mieszkamy w Bogu, a On w nas, dlatego Jego natura miłości stale się w nas rozwija i dojrzewa.

Dzięki Niemu jesteśmy na tym świecie tacy jak On, ale – pamiętajmy – nie jesteśmy Nim!!!

Oby każdy z nas w dniu, kiedy staniemy przed Panem, usłyszał: „Wspaniale, dobry i wierny sługo! Okazałeś się wierny w paru sprawach, teraz postawię cię nad wieloma. Wejdź, wesel się razem ze mną” (Mateusz 25,21 PNP).

Dzisiaj, w obliczu coraz liczniejszych zagrożeń dla naszych rodzin i Eklezji Jezusa, naszym zadaniem jest zabiegać o jedność w Chrystusie, dążąc do jedności w małżeństwie, rodzinie i Kościele.

Dzięki niej będziemy mogli żyć między ludźmi w sposób godny Ewangelii, a trwając w jednym duchu będziemy w stanie jednomyślnie stawać w obronie wiary opartej na Ewangelii (Filipian 1,27).

Kazimierz i Ludmiła Sosulscy (Chn 1-3/2019)