Pokora i małżeństwo

Na pytanie: co jest najważniejsze w małżeństwie? – odpowiemy zapewne: miłość. I rzeczywiście tak jest. W dzisiejszym świecie trudno byłoby dzielić wszystko, co dotyczy naszego życia z kimś, kto nas mało obchodzi. Miłość jednak – w sensie olśnienia, że interesuje nas wyłącznie jedna wybrana osoba – przychodzi sama, natomiast wierność, zaufanie, wytrwałość i pokora wymagają od nas sporo wysiłku.

Czy mam w sobie pokorę?

Prawdziwa pokora nie jest cechą rzucającą się w oczy, dlatego chcąc stwierdzić jak jest z nią w naszym życiu, warto spojrzeć na swoje zachowania przez pryzmat cechy jej przeciwnej – pychy. Jeżeli mamy się za osobę pokorną, ale jednocześnie np. alergicznie reagujemy na zwróconą przez kogoś uwagę, powinno się nam zapalić czerwone światełko. Zastanowiwszy się nad swoją reakcją zauważymy być może, że staramy się unikać podporządkowywania się, przyznawania do błędów, nie umiemy być wdzięczni, stać nas na sarkazm wobec innych i z łatwością wszystkich osądzamy. Zupełnie przy tym nie zdajemy sobie sprawy, że bardziej skupiamy się na swoich prawach niż obowiązkach.

Jak znaleźć pomoc?

Zastanówmy się nad postawą faryzeuszy, którzy zwalczali Jezusa tak zaciekle, że musiał do nich powiedzieć: „Dlaczego nie rozumiecie tego, co mówię? Dlatego, że nie potraficie słuchać Moich słów. Waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać żądze waszego ojca. Od początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy. Kiedy kłamie, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jan 8,43-44). Jest tu wyraźne nawiązanie do Jutrzenki, który z anioła światłości zmienił się w ojca kłamstwa i morderstwa dlatego, że pielęgnował w sobie pragnienie wyrażone krótkim zdaniem: „Zrównam się z Najwyższym” (Izajasz 14,14).

Możemy też sięgnąć myślą do szkolnej lektury – „Antygony” Sofoklesa. W tejantycznej tragedii Kreon, król Teb, zaślepiony hybris (pojęcie, które wkulturze starożytnej Grecji oznaczało dumę, pychę rodową uniemożliwiającą właściwą ocenę sytuacji) uparł się przy wydanym przez siebie wyroku śmierci na Antygonę, co doprowadziło do samobójczej śmierci jego żony i syna, narzeczonego Antygony. W konsekwencji pozostał samotny i obarczony odpowiedzialnością.

Pojęcie hybris w formie rzeczownikowejwystępujeteż w trzech miejscach w Nowym Testamencie. Jeden raz w znaczeniu doznania obrazy, zniewagi i obelgi (2 Koryntian 12,10), a dwa razy w znaczeniu metaforycznym, jako nieszczęście, katastrofa, szkoda, strata, klęska (Dzieje 27,10.21). Natomiast czasownik hybridzo występuje pięć razy w znaczeniu: lżyć, znieważać, maltretować, krzywdzić kogoś, znęcać się nad kimś. Faryzeusze uważali, że Jezus ich znieważył, gdy powiedział o nich całą prawdę (Łukasz 11,45). Ludzie znieważali Jezusa i apostołów (Łukasz 18,32; Dzieje 14,5; 1 Tesaloniczan 2,2), natomiast dzieci znieważają rodziców swoją krnąbrnością (Tytus 1,6). Innego rzeczownika – hybristes dwa razy użył apostoł Paweł w znaczeniu: zuchwalec, bezczelny, krzywdziciel (Rzymian 1,30; 1 Tymoteusza 1,13).

Przede wszystkim jednak ozdrowieńczo mogą na nas oddziaływać słowa zachęty naszego Pana, abyśmy brali na siebie Jego jarzmo i uczyli się od Niego łagodnej pokory (Mateusz 11,29-30). Staje się to możliwe jedynie dzięki całkowitemu powierzeniu drogi swojego życia Jezusowi oraz zrozumieniu, że wywyższanie się w konsekwencji doprowadzi do poniżenia (Mateusz 18,3-4; 23,11-12).

Rady apostoła Pawła

Apostoł Paweł doradzał nowo nawróconym chrześcijanom, aby byli wobec siebie jednakowo usposobieni, nie gonili za wielkością, byli skromni i nie uważali samych siebie za mądrych (Rzymian 12,16; por. 2 Koryntian 7,6; 10,1-2; 11,7; Efezjan 4,1-2; Filipian 2,1-9; Kolosan 3,12-14).

Rozstając się ze starszyzną zboru w Efezie wspomina swoją niedawną posługę wśród nich pełnioną z pokorą mimo wielu łez i doświadczeń. Zapewnia, że nie uchylał się od mówienia im wszystkiego, co pożyteczne, wzywając zarówno Żydów, jak i Greków do opamiętania się i do wiary w Jezusa (Dzieje 20,17-24).

Rady apostoła Piotra

Apostoł Piotr zachęca chrześcijanki do dbałości przede wszystkim o wartość szczególną – wewnętrzne piękno, czyli klejnot łagodnego i cichego ducha. Mimo strachu przed kaprysami pogańskiego męża, w obliczu panującego, podobnie jak dzisiaj, kultu pięknego ciała, miały one dbać przede wszystkim o moralną czystość, skromność i pokorę.

Chrześcijańska pokora, wg Piotra, ma dwojaki rodowód. Po pierwsze, wynika z poczucia niższości stworzenia wobec Stwórcy. Chrześcijanin stale jest świadomy swojej całkowitej zależności od Boga i niemożności dokonania czegoś dzięki jedynie samemu sobie. Po drugie, zależy od tego, do kogo chrześcijanin chce „równać”. Gdyby chodziło o innych ludzi, nie byłoby może z nami tak źle. Jednak miarą dla chrześcijanina jest sam Chrystus i w porównaniu z Jego bezgrzesznością nikt nie wygląda doskonale. To przeświadczenie o naszej stałej zależności od Boga i świadomość doskonałości Chrystusa pozwala chrześcijaninowi żyć w stanie pokory.

Swój pierwszy list apostoł Piotr kończy wezwaniem, aby wszyscy przyoblekli się w szatę pokory względem siebie nawzajem, gdyż Bóg sprzeciwia się pysznym, ale pokornych nagradza (1 Piotra 5,5-6). Zasadę tę wiąże ze starotestamentowym tekstem: „Z szyderców Bóg szydzi, lecz pokornym okazuje łaskę” (Przypowieści 3,34).

Fartuch pokory

Słowa o przyobleczeniu się w szatę pokory odnoszą się do zachowania Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy (Jan 13,4-5). Piotr użył tu ciekawego słowa: enkombusta. Pochodzi ono od kombos, oznaczającego coś zawiązanego na supeł. Bliskim mu znaczeniowo jest słowo enkomboma, oznaczające zawiązaną w ten sposób szatę. Zwykle było to ubranie ochronne lub dwa długie rękawy związywane ze sobą na karku. Słowem tym określano również fartuch niewolnika. Właśnie w taki fartuch ubrał się wtedy sam Jezus.

Słowa enkombustai używano także jako określenia długiej szaty oznaczającej dostojeństwo. Pełną wymowę skierowanego do nas przesłania oddaje połączenie treści zawartej w obu określeniach. Jezus włożył na siebie fartuch niewolnika i myjąc uczniom nogi podjął się najbardziej upokarzającego zadania. Tak samo my, zawsze powinniśmy służyć Chrystusowi i bliźnim w fartuchu pokory, który w Królestwie Niebios stanie się szatą dostojeństwa.

Tkanina tego „fartucha” to tapeinofrosine – skromność, uniżoność. Wyraz ten ma dwa człony: tapeinosfren. Pierwszy określa miejsca, przedmioty albo ludzi. Mówiono, że coś jest nisko położone, ktoś jest poniżony, upokorzony, mały, biedny, ubogi, lichy, pośledni, żałosny, nędzny, pokorny, skromny, uniżony. Miał więc ten człon konotacje negatywne (lichy, pośledni, żałosny, nędzny), ale też i pozytywne: pokorny, skromny, uniżony. Drugi człon to fren – myśl, umysł, rozum.

Pokora to stan umysłu

Zatem pokora jest takim stanem umysłu, kiedy nie ma w nas żadnej chęci wywyższania się. Uznaliśmy własną ograniczoność, unikamy górowania nad innymi i chwalenia się swoimi dokonaniami. Pokora jest wyrazem wewnętrznej dojrzałości. Jest postawą życiową, w której wyraża się nasze pojmowanie otaczającego nas świata. Jest uznaniem ograniczeń ciała i umysłu, co może stanowić mocny punkt odniesienia dla naszych działań lub przemyśleń. Człowiek pokorny nie ma problemu z uznawaniem wszystkich ludzi jako równych sobie i podlegających tym samym prawom.

Pokora wobec Boga jest uznaniem swojej grzeszności i postrzeganiem Boga jako źródła wszelkiego dobra. To świadomość prawdy dotyczącej siebie i Boga, przeświadczenie, że Bóg jest wszystkim, a człowiek sam z siebie nie jest w stanie uczynić coś naprawdę dobrego.

Prawdziwa pokora owocuje radością, pokojem, cichością i wewnętrzną siłą. Nie należy do niej zniechęcenie, nieustanny niepokój i nieumiejętność przebaczania sobie popełnionych błędów.

Pokora to nie upokorzenie

Słowa pokora nie należy wiązać ze stanem upokorzenia. Pokora to prawda, która wyzwala. Często mamy na swój temat wiele złudzeń. W miarę upływających lat zauważamy jednak – jeśli tylko chcemy – coraz więcej swoich wad, które dotąd zwykle raziły nas u innych. Jeśli dostrzeżemy coś, czym trudno się chlubić, możemy albo temu zaprzeczać albo też zgodzić się z tą prawdą, która do nas dotarła, i zastanowić się, jak można się z tym uporać. Bóg w swej miłości pozwala nam przejrzeć na oczy, i gdy naprawdę chcemy zmiany, prowadzi nas do pokory. Nigdy z tego nie rezygnuje, bo zależy Mu na naszym rozwoju, na prawdziwej duchowej dojrzałości. Jeśli więc za Nim podążamy, jest szansa, że dowiemy się, kim jesteśmy oraz kim jest nasz Bóg. To naprawdę piękne, mimo że nieraz bolesne, poznawać siebie i poznawać Boga.

Pokora to świadomość prawdy o sobie i jednocześnie świadomość, że jest się tylko człowiekiem. A to przynosi wielką ulgę. Nie są w stanie zaznać jej ci, którzy za wszelką cenę chcą być bogami. Tę prawdę o nas Bóg nam dawkuje. Ponieważ nas miłuje, porcje są tak małe, że jesteśmy w stanie je przyswoić. Dlatego, gdy zdarzy nam się odkryć w sobie trochę albo dużo własnego zła, warto się z tego ucieszyć. Chodzi przecież o to, by nie stracić z oczu Pana, bo kontakt z Nim jest nam szczególnie potrzebny wtedy, gdy martwimy się o swój stan.

Człowiek pokorny zazwyczaj nie żyje w świadomości tego, że taki jest. Jest jak najzwyczajniej po prostu sobą, postępuje tak, jak uważa za słuszne. Wie, że każda ludzka istota, a więc i on (ona) ma swoją wartość, jakieś zdolności, umiejętności, stara się więc je rozpoznawać i wykorzystywać dla dobra własnego i innych. Nie widzi w tym nic nadzwyczajnego, ani nie poczytuje sobie tego za jakiś wielki powód do chwały.

Pokora to źródło wewnętrznej siły

Człowiek nie do końca pokorny, przez całe życie ciężko pracuje na dobrą o sobie opinię. Obciążony własnymi o sobie wyobrażeniami ustawicznie dba o robienie dobrego wrażenia na innych, zabiega o odnoszenie sukcesów. Wydaje mu się to bardzo ważne i dlatego cały wysiłek skupia na sobie. Jest jednak coraz bardziej znużony. Nie odczuwa radości życia, nie zauważa piękna dookoła siebie. Nie zauważa nawet tego kogoś, kogo ma obok siebie, kto go kocha. Po jakimś czasie nie zauważa również siebie. Liczy się już tylko to, co dźwiga na plecach.

Człowiek pokorny każdego dnia dostaje w prezencie życie. Nowy dzień to dla niego nowe wspaniałości. Nie posiada się więc z zachwytu i wdzięczności. Nie trzyma się kurczowo siebie, swoich sukcesów i planów. Jezus jest nad nim jak słońce, które ożywia wszystko i wszystkich. Taki ktoś robi to, co do niego należy i, dziękując Bogu, cieszy się, że mógł zrobić jakąś małą rzecz. Interesuje go Bóg i Jego wola. Nie trzyma się kurczowo żadnych złudzeń. Jest swobodny.

Człowiek pokorny jest w stanie działać twórczo, bo nie zajmują go takie uboczne sprawy, jak własne korzyści i sława. Nie trwoni sił na ich zyskiwanie i utrzymywanie. Człowiek pokorny nie musi żyć w strachu, że coś mu się nie uda. Nie musi się obawiać nawet samego siebie, ponieważ dojrzała pokora zawiera w sobie doskonałą ufność w moc Boga, wobec której inna władza nie ma żadnego znaczenia i dla której nie istnieją żadne przeszkody.

Pokora to zdolność powracania

Po kłótni z bliską osobą zwykle nachodzi nas myśl, aby ją zostawić. Trzasnąć drzwiami i odejść. Potem przychodzi refleksja. Powracamy i wyciągamy rękę. Wiemy, że gdy się oddaliliśmy, było nam źle. W gruncie rzeczy wolimy być blisko. Ta chwila zastanowienia i powrotu to najpiękniejsza chwila życia. Chwila pięknej pokory. Tak właśnie było z synem marnotrawnym. Wiele mogła go kosztować decyzja powrotu i przyznania się do głupoty swego żądania części majątku, ale jednocześnie mówi ona, że tym samym naprawdę blisko mu do pokory.

Można odejść od najbliższych, od Jezusa, od siebie samego. Można oddalić się od każdego dobra, które wydaje nam się już niewarte zachodu lub nazbyt wymagające. Właśnie w takich chwilach naszym wrogiem staje się zarozumiałość i chora ambicja. Czujemy, że powinniśmy zawrócić, już wiemy, że grzech nas zwiódł i zaczyna nas niszczyć, ale nie mamy siły się na to zdecydować. Uważamy, że się poniżymy, że zostaniemy wyśmiani.

Wtedy właśnie powinna dojść do głosu pokora. Wystarczy jej mała drobinka! Wracamy i rozpoczynamy od nowa. Próbujemy się z kimś pojednać. Na nowo ogarnia nas Boża miłość i odżywa w nas ten rodzaj pokoju, „który przewyższa wszelkie zrozumienie” (Filipian 4,7). Kto nie odszuka w sobie tego wewnętrznego klejnotu pokory, temu o wiele trudniej jest wrócić. Dzięki pokorze wielu ludzi odbudowało swoje zrujnowane życie. Pokora zbliża nas i do Boga, i do ludzi. To dzięki niej Jezus prowadzi nas codziennie tam, gdzie jest dobrze. Z ulgą wyznajemy wtedy razem z Psalmistą: „Dobrzeto dla mnie, że mnie poniżyłeś, bym się nauczył Twych ustaw” (Psalm 119,71).

Podsumujmy

● Jeśli zauważymy u siebie pokorę, to właśnie ją straciliśmy. Widzieć ją w nas i doceniać mają inni. Sami siebie obserwujmy najlepiej pod kątem oznak zarozumiałości.

● Podstawą chrześcijańskiej pokory jest świadomość całkowitej zależności od Boga i niemożności dokonania czegoś naprawdę doskonałego dzięki samemu sobie.

● Miarą pokory chrześcijanina jest Chrystus. Porównywanie się z innymi ludźmi daje fałszywy obraz. Doskonałość Chrystusa pozwala chrześcijaninowi żyć w stanie prawdziwej pokory.

● Pokora przynosi ulgę. Pozwala działać bez zbędnych zabiegów o swe korzyści i żyć bez strachu przed niepowodzeniami. Jest źródłem wewnętrznej siły wynikającej z zaufania władzy Boga.

● „Fartuch pokory” jest takim stanem umysłu, kiedy nie ma w nas żadnej chęci wywyższania się. Uznaliśmy własną ograniczoność, nie ma w nas chęci górowania nad innymi i chwalenia się swoimi dokonaniami.

● Pokora to nie to samo, co upokorzenie. Pozwala nam poznawać prawdę o sobie, dowiadywać się kim jestem i kim jest Bóg, dzięki któremu mogę stopniowo zmierzać ku dojrzałości.

● Zabezpieczeniem naszej godności jest bezwarunkowa miłość Boga wobec nas. Ona nas podniesie i wywyższy według własnej miary.

Kazimierz i Ludmiła Sosulscy (Chn 10-12/2018)