Przebaczenie i małżeństwo

Poprzednie rozważanie o wybranych aspektach małżeńskiego życia dotyczyło konfliktów. Jego konkluzję stanowiło stwierdzenie, że skuteczne pokonanie rozdźwięku wymaga wyjaśnienia i poproszenia o wybaczenie.

Brak wybaczenia bardzo komplikuje życie osobiste oraz utrudnia relacje z innymi. Dlatego apostoł Paweł upomina ludzi w zborach: „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie, nie pozwólcie, by słońce zaszło, nim uporacie się z przyczyną waszego gniewu; w przeciwnym razie zostawiacie furtkę Przeciwnikowi. (…) Bądźcie dla siebie nawzajem uprzejmi, życzliwi; i przebaczajcie jeden drugiemu, tak jak w Chrystusie przebaczył wam Bóg” (Efezjan 4,24.32 KŻNT).

Wiadomo, że do zakończenia konfliktu nie wystarczy tylko samo „przepraszam”. Jeśli odnajdziemy ową „przyczynę swojego gniewu”, to musimy wziąć odpowiedzialność za własne uchybienie i z pokorą je wyznać, następnie przeprosić i zobowiązać się do dołożenia wszelkich starań, aby stale umacniać porozumienie w małżeństwie. Jest wtedy szansa, że Przeciwnik utraci swoją „furtkę” do wywołania następnego konfliktu.

Przebaczenie – fundament zbawienia

Jezus przyszedł na tę ziemię w sprawie grzechu. Na Golgocie Bóg Ojciec dla nas uczynił grzechem Tego, który nie znał grzechu, abyśmy w Nim stali się sprawiedliwością Bożą – napisał apostoł Paweł (2 Koryntian 5,21). Ukrzyżowany Jezus ogłosił przebaczenie złoczyńcy, który Go o to poprosił oraz swoim prześladowcom. To nie była chwila Jego słabości, lecz dowód siły wobec cierpienia odrzucenia. Dlatego setnik, gdy zobaczył, co się wydarzyło, wielbiąc Boga, powiedział: „Naprawdę, ten Człowiek był sprawiedliwy” (Łukasz 23,47 BE)

Dzieło Krzyża stworzyło fundament dla pojednania ludzi z Bogiem, człowieka z innym człowiekiem i z samym sobą. Przed swoim wniebowstąpieniem Jezus zapowiedział, że w Jego imieniu po całym świecie głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów (por. Łukasz 24,47). Księga Dziejów oraz Listy apostolskie są świadectwem tego, jak spełniały się te słowa w życiu pierwszych chrześcijan.

Apostoł Paweł na drodze do Damaszku usłyszał, że zostaje powołany i wysłany, by uświadamiać ludziom, iż w Jezusie istnieje możliwość odwrócenia się od duchowej ciemności i zwrócenia do zbawiennej światłości, wyrwania się spod władzy szatana i nawrócenia do Boga, a dzięki dostąpieniu odpuszczenia grzechów poprzez wiarę w Jezusa, można mieć z innymi wierzącymi ludźmi współudział w Bożym Królestwie (Dzieje 26,18). Apostoł Narodów odważnie oznajmiał, że w Jezusie głoszone jest odpuszczenie grzechów i każdy, kto wierzy w Jezusa, będzie usprawiedliwiony (Dzieje 13,38-39).

Zatem fundamentem zbawienia i więzi z Bogiem jest doznanie odpuszczenia grzechów. Natomiast podłożem wszelkich duchowych poczynań jest stan pokoju i pojednania z bliźnimi.

Ryzyko przebaczania

Dzięki narodzeniu na nowo jesteśmy – w Chrystusie – doskonali i mądrzy. Ale jak to wygląda w sytuacji, gdy usiłujemy być życzliwi i mili wobec bliźnich, a mimo to bywamy przez nich krzywdzeni i nie udaje nam się wytrzymać bez reakcji, która nie przystoi chrześcijaninowi?

Okazuje się, że nasz Pan przejawy duchowej dojrzałości i Bożej mądrości w nas, chce widzieć w takich właśnie okolicznościach. Sprawę postawił jednoznacznie: „Nie szukajcie odwetu na tym, kto was skrzywdził” (Mateusz 5,39).

Nieraz rodzi to dylematy. Przecież – myślimy – jeśli pozwolimy, aby uszło komuś na sucho to, co nam zrobił, możemy stracić w oczach innych ludzi. Będziemy się im jawić jako strachliwi i nieporadni. A poza tym, jest to bardzo ryzykowne. Jezus wymaga od nas radykalnej zmiany postawy wobec bliźnich, ale nie gwarantuje tego, że i oni tak radykalnie się zmienią. I wtedy ich dokuczliwe zachowania będą dla nas codziennym wyzwaniem. Jak sobie z tym poradzić?

Kolejne pouczenie naszego Pana nakłania nas, żeby do ludzi nieprzyjaźnie do nas nastawionych odnosić się pozytywnie, i to zarówno w słowach, jak i w czynach. Podstawą takiego ewangelicznego podejścia jest przede wszystkim przyjęcie postawy wybaczenia, a następnie pozytywne działania w rodzaju poczęstowania głodnego nieprzyjaciela chlebem czy zaspokojenia jego pragnienia kubkiem wody (Łk 6,27-28). Chodzi więc o to, by mimo doznania krzywdy, nie życzyć nieprzyjacielowi wszystkiego najgorszego, a ponadto, gdy jest po temu okazja, zadziałać na rzecz jego dobra.

Wbrew sobie

Czy taki jest naturalny nasz odruch? Czy skrzywdzeni, natychmiast sami z siebie myślimy jakby tu krzywdzicielowi odpłacić czymś dobrym? Wszyscy wiemy, że gdyby tak było, nie istniałoby np. pojęcie vendetty czy innych „praw” tego rodzaju.

Bardziej ucywilizowani z nas, czy też znający się na psychologii, zdają sobie sprawę, że nienawiść i przemoc owocują tym samym. W ten sposób powstaje niekończący się łańcuch wyrządzanego nawzajem zła. Rozsądnie więc byłoby rezygnować z odpłacania pięknym za nadobne. I niewątpliwie skutki społeczne takiego podejścia są nie do przecenienia. Ale Jezusowi nie chodzi ani o taktykę, ani o strategię postępowania wobec bliźnich, lecz o coś bardziej istotnego i wartościowego.

Mówi nam, że życzliwa postawa wobec wroga jest odbiciem takiego rodzaju miłości, jaka jest właściwa Bogu. Jeżeli więc prawdziwie chcę być dzieckiem Ojca w niebie, to nie mam innego wyjścia, jak ulegać Jego woli w tej sprawie (por. Mateusz 5,45a).

Oświadcza, że Bóg traktuje wszystkich mieszkańców ziemi jednakowo, również tych, którzy są do Niego nastawieni wrogo. Sprawił, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz jednakowo zrasza ziemię ludzi prawych i nieprawych (por. Mateusz 5,45b). Musimy przyznać, że czasem mamy wrażenie, jakoby bezbożni mieli się nawet lepiej niż ludzie pobożni.

Jezus chce, abyśmy wiedzieli, że postawa miłości wobec bliźniego przynosi korzyść również nam samym (por. Mateusz 5,46). Nie odpowiadanie nienawiścią na wrogość sprawia, że nie jesteśmy niszczeni od środka, pomaga ocalić naszą osobowość od degeneracji i stwarza szansę, iż nasz nieprzyjaciel zostanie pozyskany dla Chrystusa.

Podkreśla też, że taki rodzaj miłości jest wyróżnikiem chrześcijan. Gdybyśmy byli życzliwi tylko wobec najbliższych, to niczym byśmy się nie wyróżniali. Wszyscy tak przecież postępują (por. Mateusz 5,47). Sympatią zwykle obdarza się osoby bliskie – rzadko obcych, a co dopiero tych, którzy krzywdzą. Jeśli więc naśladujemy Chrystusa, zachowujemy się w sposób, jakiego się zwykle nie widuje, to zamykamy światu usta i przynajmniej niektórzy zaczną przysłuchiwać się temu, co mamy do powiedzenia.

Nasz Pan kończy swoją długą wypowiedź apelem: „Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie” (Mateusz 5,48). Wymóg ten tylko pozornie wydaje się być niemożliwy do spełnienia. To oczywiste, że człowiek nie jest w stanie być tak doskonały, jak doskonały jest Bóg. Jednak jest tu mowa o doskonałości w znaczeniu osiągania zamierzonego celu, dążeniu do dojrzałości i pełnego rozwinięcia swego potencjału. Oznacza to, że nie można być zadowolonym z siebie tylko dlatego, że posiedliśmy sztukę opanowywania swego gniewu i potrafimy być wielkoduszni, gdy jednocześnie sprawia nam trudność, na przykład, mówienie zawsze prawdy. Cóż z tego, że na ogół jesteśmy życzliwi innym ludziom, jeżeli nie radzimy sobie z własną pożądliwością?

Dlatego zawsze i przede wszystkim podstawową sprawą w dążeniu do doskonałości jest rozprawianie się z własnymi grzechami i upadkami poprzez uzyskiwanie Bożego przebaczenia. Człowiek pojednany z Bogiem i trwający w jedności z Nim na bieżąco, będzie w stanie wypracowywać pojednanie z bliźnimi, a wokół siebie będzie rozsiewać pokój.

Co to znaczy przebaczyć, odpuścić?

Przebaczenie bliźniemu wymaga świadomego podjęcia decyzji wynikającej z zawierzenia Bogu. Nie jest to emocjonalny i samoistny odruch. Zwykle musimy się do tego przymusić (por. Efezjan 4,32).

Pomoże nam w tym zrozumienie znaczenia dwóch wyrazów występujących w Nowym Testamencie. Jednym z nich jest charidzomai, tłumaczony jako przebaczyć. Oznacza on: darować, ofiarowywać, wyświadczać dobrodziejstwo, wyświadczać przysługę, okazywać się łaskawym, odpuszczać, wybaczać. Drugi to afesis, tłumaczony jako uwolnienie, odpuszczenie, czyli: uwolnienie z niewoli i z ucisku, uwolnienie od grzechów.

Przebaczenie komuś winy oznacza obdarzenie go łaskawością, dobrocią, okazanie mu wielkoduszności. I jeśli winowajca się na to otwiera, wówczas doznaje radości uwolnienia swego sumienia od poczucia winy.

Tak właśnie się dzieje, gdy z całą szczerością wyznajemy naszą grzeszność przed Bogiem. Nasz grzech zostaje zakryty przez krew Jezusa i w oczach Boga Ojca nasze przewiny znikają, jakby nigdy nie miały miejsca.

Podobnie jest, gdy my, naśladując Chrystusa, obdarowujemy przebaczeniem naszego bliźniego. Po pewnym czasie ze zdziwieniem stwierdzamy, że dzięki Bożej łasce przewina bliźniego wobec nas i nasze poczucie osobistej krzywdy zblakło tak bardzo, jakby to zło nigdy nas nie dotknęło.

Na tym właśnie polega cud przebaczenia. Jeśli z serca pokutujemy przed Bogiem lub z serca komuś coś wybaczamy, to dzięki odkupieńczemu dziełu Chrystusa i Bożej łasce, wszelkie przewiny oddalone zostają jak wschód od zachodu słońca i znikają w morskich głębinach (por. Psalm 103,12; Micheasz 7,19).

Co się natomiast dzieje wtedy, gdy następuje odmowa przyjęcia ofiarowanego nam przebaczenia, bądź też my nie chcemy obdarować nim bliźniego? Wówczas człowiek staje się sędzią w miejsce Boga i ponosi tego konsekwencje – Bóg Ojciec jemu też nie przebaczy (por. Łukasz 6,37).

Wychodzi wtedy na jaw fakt, że ktoś taki nie umarł razem z Chrystusem dla grzechów, nadal żyje jego ego żądające zadośćuczynienia za poniesione krzywdy. Bo przecież nieżyjący nie jest w stanie dochodzić swoich praw. Jeśli więc uporczywie ich dochodzimy, stajemy się niegodni Chrystusa, który na Golgocie wyrzekł się swoich praw, ze względu na grzech wszystkich ludzi, a w tym i nasz.

Jak się nauczyć przebaczania

Na początek, ze względu na Chrystusa, muszę uznać swój stan braku skłonności do przebaczenia komuś winy za grzech i wyznać go Bogu (por. 1 Jan 1,9).

Następnie usilnie będę się starać błogosławić w modlitwie bliźniego, który mnie skrzywdził (por. Łukasz 6,28).

Potem poproszę, aby mi wybaczyli ci, których krzywdziłem poprzez odmawianie im przebaczenia i postaram się zrobić dla nich coś dobrego (por. Łukasz 6,27).

W końcu, będę oczekiwał, że w wyniku takiego świadomego postępowania Duch Święty przemieni mnie i być może mojego bliźniego do tego stopnia, iż będziemy w stanie wybaczać sobie wzajemnie (por. Rzymian 15,7).

Dzięki konsekwentnemu trzymaniu się takich zasad, bolesne doświadczenia nie zniszczą moich kontaktów z bliźnimi, lecz nauczą mnie prowadzenia z nimi dialogu oraz otworzą na doświadczanie uzdrawiającej mocy Boga, co poszerzy horyzonty mojego duchowego życia.

Nie mam przecież zamiaru niszczyć samego siebie poprzez rozpamiętywanie doznanych zranień, delektowanie się poczuciem krzywdy i pielęgnowanie uraz.

Nie oddam nikomu mojej radości zbawienia i wewnętrznego pokoju. Zrobię wszystko, by nie dać pokonać się złu, lecz zło zwyciężę dobrem. To na pewno przysłuży się nie tylko moim tzw. winowajcom, lecz przede wszystkim mnie samemu.

I wcale nie będzie to oznaczało mojego pobłażania dla zła, zgorszenia, krzywdy czy zniewagi. Nie będzie też oznaczało rezygnowania z prawdy i sprawiedliwości, ani pozwalania, by ktoś mnie źle traktował. Po prostu, mam stały zamiar zmierzania do prawdy i sprawiedliwości drogą wyznaczoną przez Jezusa.

Przebaczenie nie będzie przejawem mojej słabości i wycofania. Mam świadomość, że pozbywanie się uraz wymagać będzie ode mnie pokory, odwagi i wysiłku. Ale też wiem, że jest to możliwe dzięki miłości agape, którą z pewnością rozleje we mnie Duch Święty.

Skutki tej postawy i postępowania na pewno będą błogosławione, choćby tak, że poprawi się moja zdolność kochania i będę w stanie kontrolować swój gniew. Na pewno zwiększy się też moje zaufanie do ludzi i poprawi się moje zdrowie psychiczne, a też zostanę uwolniony od wspominania przykrych zdarzeń z przeszłości.

Nie nastąpi to natychmiast, bolesne wspomnienia nieraz jeszcze mogą powracać, ale dzięki mojej otwartości na leczącą moc Bożego Słowa i Ducha Świętego, na pewno nad tym zapanuję. To ode mnie zależy, czy zamknę się w rozpamiętywaniu krzywd, czy raczej zdobędę się na miłosierne spojrzenie na winowajcę i wielkoduszne darowanie win. Zdobywając tę cenną umiejętność, zyskam wewnętrzną wolność. Muszę tylko chcieć.

Mocną motywację do przyjmowania takiej postawy wytwarza w każdym z nas świadomość, że wszystko zmierza do wyraźnie określonego celu, bowiem wszyscy znajdziemy się w wieczności, gdzie zostaniemy skonfrontowani z odwieczną rzeczywistością. Trzeba więc właściwie zakończyć wszelkie sprawy związane z doczesnością. Umiejętność przebaczania ma tu znaczenie zasadnicze.

W małżeństwie

Jedną z zasadniczych przeszkód komplikujących życie duchowe, a też utrudniających normalne funkcjonowanie, jest stan braku wybaczenia. Małżonkowie wiedzą doskonale, jak trudno radzić sobie z takim stanem. Zranienia słowami lub postawą mogą następować nawet wiele razy w ciągu dnia. Najlepiej radzić sobie z tym i szukać wsparcia u Jezusa poprzez sięganie do natchnionych słów Pisma Świętego.

Żonaty apostoł Piotr zapytał Jezusa, ile razy należy przebaczyć. Wiadomo było, że według nauki rabinicznej człowiek winien przebaczyć trzy razy, ale Piotr, dodawszy nieco więcej niż jeszcze raz tyle, zapytał: „Czy aż siedem razy?” Pewnie sądził, że Jezus pochwali go za wspaniałomyślność, usłyszał jednak, że trzeba przebaczyć siedemdziesiąt siedem razy albo siedemdziesiąt razy siedem (por. Mateusz 18,21-22). Dopuszczalne są obydwa tłumaczenia. Nie chodzi tu o dosłowność, lecz o to, że przebaczanie po prostu nie może mieć końca. Jeśliby przyjąć, że dziennie należy przebaczać siedemdziesiąt siedem razy, oznaczałoby to częstotliwość ok. 18 minut.

Umiejętność wzajemnego przebaczania w małżeństwie jest czymś fundamentalnym. Kiedyś małżonkowie uroczyście zobowiązali się przecież, że kochając i pozostając wiernymi sobie będą współtworzyć małżeństwo i rodzinę. A ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, do tego tak różnymi i targanymi różnymi emocjami, od samego początku konieczne jest otwarcie się na wybaczanie sobie bez ograniczeń.

Przeżywszy razem przeszło pół wieku, bez przesady możemy powiedzieć, że niemal codziennie jest się za co przepraszać i sobie nawzajem wybaczać. Wiemy z własnego doświadczenia, że słuszny jest pogląd, iż głównie dzięki takim staraniom i umiejętnościom leczone są i oczyszczane wzajemne więzi. Przebaczyć musimy nieraz współmałżonkowi nawet to, że jest jaki jest. Mogliśmy czegoś wcześniej nie widzieć zapatrzeni w inne walory, ale otrzymujemy męża czy żonę z całym pakietem osobowości. Niektóre zachowania współmałżonka mogą zostać uładzone, przystosowane do naszych oczekiwań, inne niekoniecznie, mimo wysiłków.

Nie licytujmy się

Przebaczenie w związku dwojga ludzi wymaga przede wszystkim zrozumienia, czym się skrzywdziło współmałżonka. Dlatego koniecznie trzeba naprawdę usłyszeć, co ma do powiedzenia druga strona, dowiedzieć się, jak zostało odebrane nasze zachowanie, słowa, postawa. Gdy już jesteśmy tego świadomi, powinniśmy poprosić o wybaczenie. Nie bacząc na to ile razy sami zostaliśmy skrzywdzeni i wybaczyliśmy. Nie ma tu miejsca na licytowanie się. Niektórzy skrupulatnie to porównują i czują się pokrzywdzeni również tym, że częściej to oni wybaczają, niż się im wybacza.

Nie pozwalajmy sobie też na myśl, że nieustanne nasze wybaczanie może rozzuchwalić współmałżonka, że jesteśmy za dobrzy. Możliwe, że te obawy są nieraz uzasadnione, ale odpowiedź Jezusa udzielona Piotrowi oraz pouczenia apostoła Pawła wyraźnie nas nakłaniają, żeby w tej sprawie nie kierować się ludzką logiką, lecz pokładać zaufanie w Bogu, który nigdy nie rezygnuje z postawy przebaczenia i podzieli się z nami swą cierpliwą i pełną życzliwości miłością. On, który jest miłością nieustającą, posili nas Duchem Świętym i rozleje miłość agape w naszych sercach, sprawiając, że będziemy w stanie wszystko znieść, wszystkiemu wierzyć, we wszystkim pokładać nadzieję i wszystko wytrzymać (por. 1 Koryntian 13,4-8).

Postawa prawdziwego wybaczenia owocuje w małżeństwie pełnią szczęścia. Wnosi w nie zapomnienie krzywd i leczy urazy. Sprawia, że kochamy ze zdwojoną siłą i czujemy, jak pojawia się w nas coś nadprzyrodzonego, po ludzku wręcz nieosiągalnego.

Jest to możliwe tylko z Jezusem, którego śmierć na krzyżu i wybaczenie Piotrowi jego zapierania się Mistrza, obdarzyły go niewysłowionym darem wolności. Nie ma wątpliwości, że nic tak nie unieszczęśliwia i nie ciemięży, jak brak przebaczenia. Apostoł Piotr przeszedł pięćdziesięciodniową drogę od łez goryczy do radosnego głoszenia tłumom o Zmartwychwstałym. Pozostawił za sobą zwątpienia, niepewność, rozdrażnienia, niepokoje i smutki. Przebaczenie zaowocowało niewysłowioną wolnością, którą znają jedynie ci, którym przebaczono i którzy przebaczają.

Kazimierz i Ludmiła Sosulscy (Chn 7-9/2019)