Wytrwałość i małżeństwo

Wytrwałość jest cechą godną podziwu. Oznacza ona, że komuś na czymś bardzo zależy i dokłada wszelkich starań, aby zamierzony cel osiągnąć.

Starożytni mówili, że jest ona królową cnót, fundamentem dobrego działania, spokojem w nawałnicy i bezpieczeństwem w intrygach. Odporna jest na ludzkie niegodziwości i wszelkie moce zła. Uważano, że jest to przymiot utrzymujący człowieka na nogach pomimo przeciwnego wiatru i pomagający przemienić najcięższą próbę w zwycięstwo.

Nieugięta wytrwałość

Na określenie tej cechy Nowy Testament używa słowa hypomone, które oznacza zwycięskie przedzieranie się przez wzburzone fale wątpliwości, smutku, trudów i nieszczęścia, by w końcu wyjść posilonym i wzmocnionym w wierze. W klasycznej grece rzeczownikiem tym określano wytrzymałość w trudnym położeniu, w którym znalazł się człowiek wbrew własnej woli. Chodziło o odporność na ból i rany zadane w bitwie, o odwagę w obliczu śmierci. Tak również nazywano zdolność rośliny do życia w niesprzyjających warunkach.

W Nowym Testamencie hypomone pojawia się 32 razy i w polskich przekładach rzeczownik ten oddano jako: cierpliwość, wytrzymałość, wytrwałość, nieugiętość i cierpliwe oczekiwanie, a jako czasownik występuje 17 razy w znaczeniu: trwać, wytrwać, przetrwać, znosić, wytrzymywać, przetrzymywać.

Bardzo pouczający jest kontekst, w jakim występuje ten wyraz. Czasami wytrwałość połączona jest z cierpliwością i uciskiem(Rzymian 5,1-5; 2 Koryntian 6,4-5; 2 Tesaloniczan 1,3-4; Apokalipsa 1,9; 3,10; 13,10; Jakuba 1,2-4). Do zboru w Kolosach, apostoł Paweł napisał, że codzienność chrześcijanina znaczona jest wytrwałością i cierpliwością połączoną z radością (Kol 1,10-12). W innych miejscach wytrwałość połączona jest z chwalebnym oczekiwaniem, gdy wraz z Chrystusem nadejdzie pełnia wiecznego życia (Łukasz 21,19; Rzymian 2,7; 2 Tymoteusza 2,10.12; Hebrajczyków 10,36; 12,1; Jakuba 1,12; 5,11).

Z wersetów tych wynika, że nie chodzi o bierną cierpliwość, lecz dzięki Chrystusowi oraz codziennemu wpływowi Słowa Bożego i wsparciu Ducha Świętego, chrześcijanin może cierpliwie znosić trudy i pokonywać przeszkody ze świadomością, że to, czego doświadcza, jest pod stałą kontrolą Niebiańskiego Ojca, w myśl Słowa: „Albowiem wytrwałości wam potrzeba, abyście, gdy wypełnicie wolę Bożą, dostąpili tego, co obiecał” (Hebrajczyków 10,36).

Dojrzały człowiek wierzący jest w stanie docenić wartość swojego trudnego położenia, bo wie, że uczy go to cierpliwości i dzięki temu uzyskuje osobiste doświadczenie. Nie musi chodzić ze zwieszoną głową i pozostawiać wszystko swojemu biegowi w oczekiwaniu na katastrofę. Opromieniony nadzieją widzi, jak dojrzewa jego wiara i pojawiają się coraz dojrzalsze tego rezultaty. Zauważa, że może być wolny od uczucia rezygnacji.

Nie wyczekuje więc cierpliwie końca, bo mimo wszystko zauważa w sobie coraz to nowe chęci i siły do wykonywania codziennych powinności z głębszym przekonaniem, że kłopoty wreszcie przeminą i z tego gąszczu wyjdzie wreszcie na polanę zalaną słońcem.

Cecha wrodzona czy nabyta?

Zauważyć jednak trzeba różnicę pomiędzy wytrwałością osiąganą ludzkimi siłami, pomiędzy hartem ducha człowieka z natury nieustępliwego i niezłomnego, a wytrwałością człowieka słabego, nieporadnego i zalęknionego, który zaufał Bogu.

To prawda, że człowiek, bazując na własnych zdolnościach oraz na tym, czego się dotąd nauczył, może być w stanie wytrwale dążyć do celu i znosić udręki, będąc motywowany tym, co sam uznaje za dobre, piękne i słuszne. Stać go też na cierpliwe opieranie się złu i znoszenie spadających na niego nieszczęść.

Jednak to nie zawsze wystarcza. Często życie okazuje się być trudniejsze niż nasze oczekiwania i człowiek pozostawiony dłużej samemu sobie zazwyczaj się załamuje. Dlatego potrzebne jest wsparcie z zewnątrz. Najpewniejsze – od Stwórcy.

Interesujące są w tym względzie dwa wersety z Psalmów oraz jeden z Listu do Hebrajczyków, w których znajduje się omawiane słowo. 

„Nasze dusze oczekują (hypomenei) PANA, On jest naszą pomocą i tarczą” (Psalm 33,20 BE).

„A teraz, PANIE, czego mam się spodziewać (hypomone)? W Tobie jest moja nadzieja!” (Psalm 39,8 BE).

Oczekiwanie i spodziewanie się – to częste postawy tych ludzi Starego Testamentu, którzy bezgranicznie zawierzyli Bogu Jahwe i wytrwale oczekiwali od Niego na dobro nieosiągalne ludzkimi siłami. Starali się wiernie trwać przy Bogu, który od wieków poświadczał im, że jest po stronie swego ludu. Na pewno było to trwanie w wierze pełne zwątpień, ale przetrzymująca wszystko nadzieja pomagała im przetrwać najgorsze.

Przykładem takiej stałości w zaufaniu stał się dla nich Jezus na Golgocie. Widząc Go na krzyżu, postronni ludzie mówili: „Zaufał Bogu, to niech Go teraz wybawi, jeśli chce” (Mateusz 27,43a). Uczniowie zaś wiedzieli, że świadomie obrał tę drogę i dopiero w jakiś czas po zesłaniu Ducha Świętego dotarło do nich, że było to zaufanie czynne – Jezus wiarę zapoczątkował i ją konsekwentnie dokończył.

„Patrzmy z daleka na Jezusa, sprawcę i wypełniciela wiary, który z powodu znajdującej się przed nim radości wytrwał (hypemeinen) krzyż, zlekceważył hańbę, oraz usiadł na prawicy tronu Boga (Hebrajczyków 12,2 NBG). 

Zachęta płynąca z Pism

Zawsze pokrzepiającym jest to, gdy dowiadujemy się, że inni przeszli już przez doświadczenia, które teraz są naszym udziałem.

Apostoł Jakub przypominał swoim czytelnikom, że prorocy i inni mężowie Boży nie wykonaliby swoich zadań, gdyby nie ufali Bogu i nie byli ludźmi wytrwałymi. „Weźcie przykład, bracia, z wytrwałości i cierpliwości proroków, którzy przemawiali w imieniu Pana. Uważamy za szczęśliwych tych, którzy byli wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Hioba i zobaczyliście, jaki koniec przygotował mu Pan, bo Pan jest pełen współczucia i miłosierny (Jakub 5,10-11 BE).

Przypomina Hioba, który sprzeciwiał się własnemu losowi, kwestionował zwyczajowe argumenty swoich przyjaciół oraz zmagał się z myślą, że Bóg mógłby zapomnieć o nim. Jednak mimo tych bolesnych wątpliwości nigdy nie stracił wiary w Boga. Podziwiamy jego słowa: „Niech mnie zabije, nie mam już nadziei. Będę jednak bronić przed Nim dróg moich. (…) Nawet teraz jeszcze mój Świadek jest w niebie, mój Obrońca jest na wysokościach. (…) Ja wiem, że mój Wybawca żyje i ostatni stanie nad prochem” (Hiob 13,15; 16,19; 19,25 BE).

Hiob nie należał do ludzi bezkrytycznie uległym losowi, którzy wierzą bez narzekania i stawiania pytań. On mocował się ze sobą, zadawał odważne pytania, mnożył wątpliwości, a czasem nawet sprzeciwiał się. Jednak żar jego wiary nigdy nie został zagaszony. Wykazał przez to, że mocniejsza jest wiara tego, kto mimo spadających jak grad nieszczęść i morza własnych wątpliwości, nadal ufa i trzyma się Tego, który obiecał. Taka właśnie postawa przeprowadziła Hioba przez wszystkie nieszczęścia, „A PAN błogosławił Hiobowi w ostatnich latach więcej niż na początku” (Hiob 42,12a BE).

Nowy Testament wspomina także Jeremiasza, Izajasza, Amosa i Daniela, podając ich jako postaci wzorcowego męstwa w cierpieniu (Mateusz 5,12; 23,34; Łukasz 11,49; Dzieje 7,52; Hebrajczyków 11,32nn). A nasz Zbawiciel powiedział, że zbawiony będzie ten, kto wytrwa do końca (Mateusz 24,13).

Z perspektywy czasu

Piszemy ten tekst w pięćdziesiąt jeden lat od dnia, gdy ślubowaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Przyrzekaliśmy sobie, że będziemy się wzajemnie szanować i troszczyć o siebie niezależnie od okoliczności tak długo, aż śmierć nas nie rozłączy. Prosiliśmy też Wszechmogącego Boga o wsparcie i błogosławieństwo.

Byliśmy wtedy bardzo młodzi, zakochani w sobie i pełni entuzjazmu wynikającego z nieznajomości życia. Nadeszły jednak chwile zderzania się z rzeczywistością. Opadły różowe okulary. Zaczęliśmy poznawać siebie nawzajem tak, jak wcześniej nie było nam to dane.

Możemy dzisiaj powiedzieć, że owa biblijna wytrwałość nie ma być bezkompromisowością, nieugiętością i niezłomnością w konsekwentnym trzymaniu się raz przyjętych zasad. Małoazjatycki zbór w Efezie został pochwalony przez Pana Kościoła za swoją nieugiętą wytrwałość, lecz jednocześnie został upomniany, że porzucił swoją pierwszą miłość (Apokalipsa 2,1-7).

Człowiek wierzący winien być wytrwały w dążeniu do dobra, które dojrzał w Piśmie Świętym. Lecz jeśli jednak polega na sobie, korzystając z wrodzonych cech charakteru, to owa wytrwałość może stać się wyniszczająca. Pozbawiona miłości płynącej od Tego, który nas pierwszy umiłował i oddał za nas samego siebie, wytrwałość taka będzie stanowczością, pryncypialnością, przebojowością, gwałtownością, nieustępliwością, zaślepieniem, zatwardziałością, uporem i zawziętością.

Z własnego doświadczenia dobrze wiemy, że w Biblii chodzi o wytrwałość przeznaczoną dla ludzi bardzo słabych i niezmiernie skomplikowanych. Chodzi o wytrzymałość ustawicznie płynącą z kart Biblii i pobudzaną delikatnym działaniem Bożego Ducha we wnętrzu człowieka, który cierpliwie ufa Jezusowi i kocha ludzi.

Człowiek, który od nawrócenia powierzył swój los Bogu i usiłuje codziennie trzymać się Go ze wszystkich swoich myśli i sił, na pewno będzie w stanie przetrzymać wszystko. A to dlatego, że postawą wyjściową takiego człowieka jest konsekwentne zawierzanie siebie Jezusowi, który ma ostatnie słowo w każdej sprawie. Taki człowiek ma świadomość, że ilekroć napotyka w życiu i małżeństwie rozmaite trudności, to traktuje je jako powód do radości, bo zdaje sobie sprawę, że jego wiara poddawana jest próbie i dzięki temu staje się wytrwalszy. A gdy wytrwałość będzie w pełni rozwinięta, to stanie się dojrzalszy i pełniej ukształtowany, uleczony z kolejnych wad (wg Listu Jakuba 1,2-4 SŻ)

Są nieraz w życiu chwile, gdy wydaje się nam, że Bóg zapomniał o nas. Ale gdy uchwycimy się choćby szczątków tej wiary, to w końcu przekonamy się, że Bóg jest bardzo łaskawy i bardzo miłosierny.

Kazimierz i Ludmiła Sosulscy (Chn 7-9/2018)